środa, 7 grudnia 2016

Po...

Już po....
W każdym miejscu związanym z diagnostyką
powinien według mnie być 'nadworny psycholog'.
Myślałam, że się przewrócę ze strachu na gresowej posadzce.
Nie umiałam usiedzieć na miejscu.
Wstawałam, wzdychałam, sprawdzałam, czy mam wszystko w torbie.
Gabinet wirował mi dokoła.
Serce kołatało.
Błagalnie podchodziłam do Pani z napisem 'rejestracja'.
Dookoła tylko wystraszone i milczące oczy innych kobiet.
Nikt nikogo nie pocieszał.
Każdy czekał na swoje osobiste 'wszystko w porządku'
i dalej w nogę.
A wystarczyło ciepłe słowa docenta od biopsji,
że to nic nie boli, żeby się uspokoić, że to jak ukłucie do znieczulenia,
więc po co dodatkowo znieczulać.
Ciepły głos profesjonalisty i fru na kozetkę.
Dziś jestem z siebie dumna.
Przede mną tydzień czekania.
Tylko tydzień i aż tydzień.
I nie chcę mówić sobie 'będzie dobrze'....
bo co jeśli 'nie będzie'...
Będzie jak będzie.
Jak śpiewał Bajor 'będzie,co ma być'...

czwartek, 1 grudnia 2016

Moje bio

No i cóż.
Po latach uważnego życia
mam i ja skierowanie na biopsję.
Taka wyliczynaka.
Ene due rike fake.
Dziś rano padło na mnie.
Gruchnęło.
Niby nic. Zrazik tłuszczowy.
Żyjemy razem od lat.
Znamy się dobrze.
Badam się regulanie
i dziś rano ziemia zadrżała,
Na Mikołaja dostałam w prezencie
'Ponieważ minimalnie urósł,
proponowałbym biopsję'...
Robić nie robić....
Dzwonię po znajomych lekarzach,
gadam z koleżankami,
muszę to sobie poukładać.
W necie krążą różne mity....
...
Nie wiem...

sobota, 19 listopada 2016

Dream team







































Sześć spotkań za nami. Już.
Nic spkektakularnego.
Kilka dojrzałych kobiet.
Czasem z dziećmi, zaplątanymi z boku
w karimaty i piłki.
Czasem bez.
Nie zawsze w formie.
Czasem z wirusem pukającym do okna.
Albo ze złym humorem.
Albo zmęczeniem.
Zawsze z wypiekami 'po'.
I zawsze z pytaniem 'to co... za tydzień się widzimy?'.
Realizuję moje kolejne wielkie marzenie.
Tańczę i uczę tańczyć.
A w zasadzie nie tyle tańczyć, co świadomie się poruszać.
Po swojemu.
Na swój sposób.
Bo nie każdy musi umieć i chcieć
robić wygibasy.
Ale prawie każdy chciałby....

piątek, 11 listopada 2016

Everyday activities


































Nie będę rozpisywać się,
ile trudu kosztuje mnie moje ze Starszą
codzienne dostrajanie.
Pedantyczny choleryk
i rozkojarzony kreatywny sangwinik.
Pedagog
i niepokorny, najtrudniejszy z możliwych uczeń.
Gdzieś pomiędzy napięcia dnia codziennego.
W tle jęcząca Młodsza.
Wszystko okraszone
ogromnym poczuciem odpowiedzialności
za ich przyszłość,
przy jednoczesnych staraniach i dbaniu
o tu i teraz, w tym momencie.

Na otarcie łez
lub otulenie zdartych strun
pozostaje
jedynie
rutynowa
dawka
matczynej
miłości....