niedziela, 15 października 2017

B jak błąd

Idę w moje pole i przemyśliwuję.
Od tego je mam.
Chyba bardziej od myślenia i gadania,
niż od biegania.
Myślę sobie głośno,
że ten pęd i niedoczas
u prawie wszystkich
to dlatego,
że nam się z lekka miesza.
Kiedyś były obowiązki
i przyjemności.
Dziś są obowiązki
i obowiązkowe przyjemności.
To co ma być relaksem, improwizacją,
zachcianką, chimerą,
stało się kolejnym punktem w grafiku.
Sorry, ale ja mówię nie.
Idę w pole, kiedy chce mi się iść w pole,
kiedy mam na to ochotę,
kiedy tak mam poukładane w kuchni,
że nie myślę w tym polu o syfie w zlewie i zaciekach na kaflach.
Moje bieganie to nie jest kolejny projekt, plan i zadanie,
bo endomondo, bo maraton, bo kroki, bo to i tamto.
Idę, kiedy chcę.
A że mi się chce tak co prawie drugi dzień to rzecz zupełnie inna.
I tak też nie umiem się od lat spotkać na przykład z jogą.
Piątek 19.45.
Na przykład.
Więc piątek u mnie to zjazd.
Luz. Róbta co chceta.
Nogi na stole, smartfon, tv.
Jest słońce? Fru na ogród!
Praży? Fru choćby na taras.
Zamykam oczy.
Leżaczek.
Słucham turkotu traktora.
Szumu podmiejskich aut.
Potem dwa odcinki seriali z dziewczynami.
Chichramy się w tych samych momentach.
I gdzie tu wcisnąć jogę, ja się pytam,
jak mi tak dobrze.
Mogłabym, ale wtedy znowu byłby grafik, plan, deadline.
A mnie się nie chce.
Mnie się chce tak bezterminowo, chwilowo bez auta, bez zegarka, bez początku i końca.
To jest dla mnie relaks.

Nie podoba mi się tak.
Relaks na akord, nawet kiedy w głowie spina.
Uśmiech na akord, do wrzucenia na insta.
Zdrowie na akord,
nawet jeśli organizm krzyczy i błaga o ciepły koc i ciepły posiłek.
I tak ze wszystkim.
Planujemy.
Zaplanowujemy sobie tak całe dni, tygodnie, całe życie.
Sobie i swoim bliskim.

A ja planom od dawna już mówię nie.
O wiele bardziej podoba mi się słowo zarys czy choćby szkic.
Zarysowuję wakacje, resztę pokaże los.
Zarysowuję weekend, a potem i tak wszystko zależy od naszych nastrojów i pogody.
Każdego dnia budzę się z inną energią lub z jej brakiem.
Czasem sama siebie zaskakuję.
Czasem niespodziewanie coś nadrabiam.
Daję sobie na to wewnętrzne przyzwolenie.
Znam zasady.
Szkoła i praca nadają naszemu życiu takiego tempa,
są takim ostinato, że już naprawdę nie muszę nic dowymyślać.
Reszta jest już tylko improwizacją.
W ramach tonacji oczywiście ...

piątek, 13 października 2017

K:a:t:o:szwędanina











































Gdybym nie miała dzieci i była bezrobotna,
mogłabym odpłatnie szwędać się po mieście.
Nawet z nadgodzinami.

wtorek, 10 października 2017

Martedi'

Kawa. Stop.
Dzieci odwiezione. Stop.
Krzyku jakby mniej. Stop.
Dziś wtorek.
Wtorki są trudne. Stop.
Telefon do taty wykonany. Stop.
Kurtka w kolorze butelkowej zieleni kupiona. Starsza przeszczęśliwa. Stop.
Nic to, że używana. Stop.
Z Zary. Za to. Stop.
Mam jednak fajnego męża. Stop.
I nawet mi się podoba. Stop.
Ach te wtorki..

poniedziałek, 9 października 2017

Fly

Kupiłam sobie 'Przekrój'.
Podoba mi się duży format.
Czcionki.
I w ogóle.
Idę do sypialni.
Pofruwać myślami.