czwartek, 29 marca 2012

Padam padam padam

Nie, to nie piosenka Edith Piaf. To ja.
Padam.
Jutro zdajemy definitywnie klucze.
Od wtorku śpimy już w nowym mieszkaniu.
I zrobiłabym sobie piękny kolaż, ze skromną, ale miłą białą kuchnią i pobielanymi prymulkowymi koszami na parapecie na tle kwitnących ochoczo sadów.
Z kolorowym pokojem dziewczynek i wschodzącym słońcem mówiącym buongiorno przy porannej kawie siódma za dwadzieścia. Zrobiłabym. Tylko kolaż byłby niekompletny.
Brakowałoby w nim traumatycznego dzwonka o 6 nad ranem i zrozpaczonego głosu sąsiadki z dołu, że zalewamy jej i jej ojcu sufit i schody...

czwartek, 22 marca 2012

Birra Moretti

Padamy.
Wszyscy padamy prosto na nasze polsko-włoskie pyski.
Ale jesteśmy szczęśliwie usatysfakcjonowani.
Małymi kroczkami wielkości główki od gwoździa dochodzimy do wielkich rzeczy.
Tak bardzo chciałabym zaprosić cały świat na kwietniową kawę na moim nowodomowym balkonie z widokiem na cyprysy. Tak bardzo...
Tydzień to za mało.
To zdecydowanie za mało, żeby powiedzieć jak bardzo mi ich brakuje w mojej codzienności.
To za mało, żeby nacieszyć się ich doradzaniem, przytakiwaniem i skrzywioną miną.
Wieczorami przy piwie Moretti unoszę do góry nogi.
Mogę... Bo ktoś inny uśpił mi dziecko.
Bo ktoś inny wyprał i powiesił pranie. Starł podłogę i zaparzył siemię lniane.
Rozmawiamy o optymalnej wysokości lodówki i idealnej wielkości piekarnika.
Rozmawiamy o cenach komódek i tym, jakie łóżko się zmieści, a jakie nie.
I zastanawiam się, czy można się otworzyć przed własną mamą...

wtorek, 20 marca 2012

Dąb kuchnia dębowa

Biel, stal, drewno...
Jasno, schludnie, niemalże sterylnie...
Powoli wynurza się coś, o co jeszcze kilka miesięcy temu bym się absolutnie nie posądzała.
Słyszę jak obok tyka zegar i odmierza nam skrupulatnie czas.
Uśmiecham się do niego, bo wiem, że dziś jak nigdy jest moim sprzymierzeńcem.
Mam grupę wsparcia, nie jestem przez tych kilka dni sama, jest gwar, jest ruch.
Jesteśmy razem i jest mi z tym bardzo w tych dniach komfortowo...

poniedziałek, 19 marca 2012

Obrazowo


Chwilowy deficyt czasu.
Tak też lubię.
Kiedy nie nadążam z porannym parzeniem kawy.
I ze zmianą pościeli i świeżych ręczników.
Dzieje się.
Jestem w środku cyklonu, ale potrafię chwilami stanąć obok i szepnąć sobie samej do ucha: jestem tu i teraz bardzo szczęśliwa...

czwartek, 15 marca 2012

Lento ma non troppo

Ciąże naczyły mnie cierpliwości.
Więc cierpliwe patrzę na puste gwoździe na ścianach i kurz w kształcie książek na pustych półkach.
Jeszcze dwa tygodnie.
Nigdzie mi się nie spieszy.
Wygodnie mi tu.

Nasze życie stoi już częściowo w pudłach.
Lato przepycha się z wiosną.
Znowu zasypiamy na tyle blisko siebie, że potrafię wyczuć wypalonego w przerwie obiadowej papierosa.
Miasto znowu należy do mnie.
Przemierzam kilometry w pogoni za cieniem, słońcem, huśtawką, świeżą rybą, owocami od rolnika, tanim płynem do naczyń. Mam swoje skróty. Zadomowiłam się. Dobrze mi tu.
Za kilka dni rodzice przywiozą znowu chwilowy kawałek Polski.
A tymczasem próbujemy z El arię Bacha do majowego koncertu, co chwilę przerywając i szukając plądrującej jej mieszkanie Młodszej. Niech i tak będzie...

wtorek, 13 marca 2012

Czas

Muszę sobie trochę pomilczeć, przeczekać.
Nie lubię, gdy nie układa się między nami.
Męczą mnie wtedy głupie sny.
Słońce zamiast ogrzewać przypala, a wiatr zamiast muskać po twarzy biczuje po plecach.
Może dziś...

środa, 7 marca 2012

Przy najbliższej okazji

Podczas najbliższego pobytu w Polsce zajrzę starannie do szaf, komódek, pod schody, do garażu, może nawet wejdę na strych.
Wszędzie, gdzie się tylko da.
Może uda mi się odnaleźć zawieruszoną chyba podczas zeszłorocznej przeprowadzki naszą namiętność.
Starannie zapakuję.
Przewiążę sznurkiem.
I przywiozę tutaj...
Żeby się na dobre znowu zadomowiła...

wtorek, 6 marca 2012

Równowaga

Czasem musi być taki dzień, kiedy bez wyrzutów sumienia zaszywam się w domu.
Odstawiam na bok przedszkole.
Odmawiam spacerowi.
Pozwalam zaspać na kubek mleka i ciastko.
Nadrabiam zaległości w niewdzięcznym prasowaniu.
Przekraczam dozwolony limit bajek.

Tak sobie tłumaczę tę dzisiejszą szaroburą deszczowość...

poniedziałek, 5 marca 2012

Plany

Można sobie wpisać w kalendarz.
Na zielono urzędy.
Na czerwono odbiory mebli.
Tu dziś.
Tam jutro.
Po szkole.
Prosto ze szkoły.
Można.
Pamiętać od rana, żeby obrać marchewki i jabkła, bo wygodnie się chrupie w aucie.
Można.
Wszystko można na papierze.
----
Dzisiejszy dzień w kalendarzu zaznaczyłam na wielokolorowo jako dzień pawia.
Paw był wszędzie i o każdej porze.
W salonie rano.
W łazience przedpołudniem.
W łóżku przerwał popołudniową drzemkę.
Komplet świeżo kupionych pachnących jeszcze pampersów też prawie na wyczerpaniu.
Jak tu nie wierzyć prawom Murphiego...

niedziela, 4 marca 2012

Bywa i tak

Czasem tak mamy, że kompletnie nie potrafimy się konstruktywnie dogadać i po raz setny obiecuję sobie, że będę z naszych wspólnie przeprowadzonych rozmów spisywać protokoły podpisywane przez obydwie strony, żeby po raz setny znou nie usłyszeć "nie pamiętam"...

Jak tu się nie uśmiechnąć od ucha do ucha

Za to ich lubię.
Lecisz przez miasto.
Zamiast nordicwalking z przodu jakieś 30 kilo plus nadbagaż czyli torba wypchana wszystkim co na wszelki wypadek.
Struga potu spływa Ci już prawie poniżej ud.
Włosy upinasz już po raz piąty, krzywo, bezładnie, bo dziecko ma akurat kryzys i nie możesz zatrzymać na dobre pojazdu.
A tu zza rogu wyskakuje zwykły człowiek, nie pajac, nie bezdomny, zwykły, normalny, nie chory psychicznie i mówi ci na miły początek długiego dnia "Ciao Miss Italia!".

Uśmiech

Od dwóch dni myję naczynia z wielkim uśmiechem.
Nie! Nie byłam u terapeuty!
Po prostu nowy płyn do naczyń ma dokładnie taki sam zapach, jakim pachniało moje mieszkanie w Salamance.
A u mnie wszystko co hiszpańskie wywołuje uśmiech!

piątek, 2 marca 2012

Nie lubię bilansów

A jednak ostatnio coraz częściej o tym myślę.
To już rok, prawie rok.
11 marca 2011 wsiadłam z dziewczynkami do zapakowanego po dach auta i przyjechałyśmy tutaj.
Życie w jednej chwili zmieniło się o 180 stopni.
A teraz z perspektywy czasu cieszę się między innymi z jednej ważnej rzeczy, pośród tysiąca innych równie ważnych oczywiście.
Otwieram komórkę i widzę listę nowych nazwisk i czuję się lekko.
Mam świadomość, że to ludzie, z którymi spotykam się bezinteresownie.
Bo lubię. Bo miło. Bo kawa. Bo spacer.
Ostatnie lata w Polsce były bardzo aktywne.
Nie miałam czasu na poznawanie nowych ludzi.
Ledwo pielęgnowałam stare znajomości.
Prawie wszystkie nowopoznane osoby łączyły ze mną relacje biznesowe.
Czasem, niezbyt często z tego rodziły się bliższe przyjaźnie.
Zawsze jednak wisiało jakby widmo genezy znajomości.
Ja tobie - ty mnie...
Nie jestem absolutnie fanką życiowego ekstremalnego wolontariatu, ale miło znowu poczuć magię znajomości bez żadnego podtekstu, muzykowania gratis, spotykania się z ludźmi nie tylko w celu ustalenia stawki czy przedstawienia oferty... Miło...

Ta pani lata jak w amoku

Mamy klucze. Ba! Nawet dwa komplety.
Mąż z wrażenia zasnął przed 3 nad ranem.
Ja kompletnie nie zauważyłam, że straciłam z wrażenia kolejny kilogram.
Jest.
Pan budowlaniec i pan inżynier przy odbiorze patrzyli ze zdumieniem na co i rusz to przebiegający przez nasz kuchnio-jadalnio-salon dwu i pięcioletni tajfun.
"To przez emocje, prawda?"
"Nie, proszę panów, tak jest zawsze, to jakby norma."
Otwieramy nową kartę.
Kilka kilometrów za miastem. W myśl ogólnie modnego na całym świecie uciekania od zgiełku.
Niby blisko, a jednak z dala.
To co lubię.
Zapach wsi, kamienista polna droga, winnice, zaorana ziemia.
A w pobliżu teatry, kina, koncerty, kręte uliczki.
Z salonu widzę pagórki. Początek masywu tosko-emiliańskiego. Miło będzie pić tu kawę ze świadomością, że jakieś 20, może 30 kilometrów stąd zaczyna się Toskania.
Ale co tam, zaczynam powoli zakochiwać się w mojej Romagni.
Toskanię odkładam na emeryturę.
Wtedy sprzedamy wszystko i kupimy w samym centrum Sieny mały pokój na parterze, a jeśli będzie za drogi, to choćby garaż :)
Codziennie będziemy chodzić z laskami na spacerki na Piazza del Campo, albo jak starczy sił dojdziemy na kieliszek wina do Enoteki w Fortezzy...