czwartek, 20 czerwca 2013

Gratitudine



Można radość przekazać spojrzeniem lub uściskiem.
Albo stuknięciem kufla piwa o drugi kufel.
Albo pójściem w tango do północy lub grubo po.
Można zamilknąć i z radości zaniemówić na chwilę.
Można wiele.
Ja gotuję.

Porody

Gdy człowiek tak czeka w lekarskim przedsionku, życie na chwilę zatrzymuje się na poziomie
lśniącego linoleum i precyzyjnie doklejonej listwy podłogowej.
Sekundy tykają w rytm uprzejmego głosu pani recepcjonistki 'tak, przekażę panu doktorowi'.
Siedzę i patrzę na kolejno wchodzące kobiety.
Młode kobiety.
Bardzo młode.
I myślę sobie, że już lepszy był ten stres na porodówkach.
Bo to był stres pełen radości, oczekiwania, nadziei i ekscytacji.
A potem jest ten moment, kiedy kolejny już lekarz uspakaja.
Że wszystko okej jest.
I człowiek wychodzi z tego niepozornego gabinetu jak z porodówki,
tylko tym razem to sam się rodzi na nowo...
Ze szczęścia...

środa, 19 czerwca 2013

Like



A ja lubię Łódź.
Być może dlatego, że jestem z Katowic i wiem jak to jest,
gdy trzeba udowadniać ludziom, że my tu mamy parki i lasy
i uniwersytety i festiwale i teatry, kina, kluby, restauracje...
A piękno? Piękno, to rzecz subiektywna...

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Było



Przyjaciele, pogaduszki, emocje, łzy.
Było.
Minęło.
Jedziemy dalej.
Dziś Łódź.
Tylko ja i mąż.
Dopijam poranną upalną kawę.
Słucham śląskich ptaków na tarasie.
Wieczorami tonę dosłownie w spokojnej i niespiesznej lekturze.
Następny dłuższy przystanek wieś...

piątek, 14 czerwca 2013

Geneza

Mam szałowe krótkie włosy.
Bo chcę.
Nie muszę.
Chcę.
Trochę pod wpływem ostatnich zmian, trochę z powodu biegania.
Ale oliwy do ognia dolała Asia Be.
Jej zdjęcie z irokezem zobaczyłam w ubiegłą sobotę na fb, krótko przed wyjazdem.
W poniedziałek mu się dobrze przyjrzałam.
Przebiegłam 60 minut po śląskim lesie i już wiedziałam, że ja też tak chcę.
Skoro Asia Be mogła...
Młodziej, lżej, energiczniej.
Potem późnym wieczorem zadzwoniłam do niej,
żeby się pochwalić, umówić się na tegoroczne spotkanie,
gdzieś między jej Rzeszowem a moją wsią.
Rozmowa nie trwała długo, bo Asia była zmęczona całodniowym graniem na egzaminach końcowych.
Trwała tyle, co przejażdżka z Chorzowa do Katowic.
I w trakcie tych kilku minut zawalił się kawałek mojego świata.
A ta fryzura teraz mi o tym przypomina.
Każdego dnia, gdy wstaję rano i gdy nakładam gumę do stylizacji.
Patrzę na siebie i myślę o Asi.
Tym razem o tej mojej, Asi Be.
Mojej Asi na niewiele ponad miesiąc po naszym zeszłorocznym, cudownym, beztroskim sierpniowym spotkaniu w Sandomierzu
wykryto złośliwego raka piersi.
Moja Asia jest po operacji w Lublinie, po chemii i po radioterapii.
Moja Asia badała się regularnie.
Dziś Moja Asia dziarskim głosem mówi o lipcu w Paryżu i wakacjach może w Bułgarii.
Mówi o strachu i o szczęściu w nieszczęściu.
Z tłumioną złością opowiada o lekarzach, którzy mówią 'wszystko jest ok, trzeba obserwować'.
Słowa, które usłyszałam dzisiaj też i ja.
Bo na godzinie drugiej jest torbiel...
Na wyniki cytologii muszę jeszcze poczekać.
Ale i tak strach wkradł mi się na podwozie mózgu i cwałuje z prędkością czarnego rasowego ogra.


środa, 12 czerwca 2013

Moje miasto



Jestem.
Wdycham naprzemiennie przyjemne, swojskie i czasem irytujące powietrze.
Zjadłam już śledzia na Mariackiej i tartę limonkową na Kościuszki.
Wypiłam karafkę białego wina u znajomego Włocha.
Przemieszczanie się ma swoje dobre strony...

sobota, 8 czerwca 2013

Nieznośnie



Jest gorąco.
Jest tak nieznośnie gorąco, że mam ochotę na chwilę polskiej niepogody.
Siedzimy na walizkach.
Dosłownie.
Stoją w salonie.
Kolorowe.
Moje, męża i dziewczynek.
Spakować się na trzy miesiące nie jest trudno.
Spakować się na jedną czwartą roku okazało się karkołomnym wyczynem.
Ale już po.
Teraz już tylko relaks.
Wieczorne piwo, piadina, niespieszna rozmowa.
Bez podsumowań, choć chciałoby się dokonać bilansu.
Ale będzie bez bilansu.
Bo nasza historia cały czas się toczy.
Koło czasem ma flaka, ale się turla, powoli, powoli do przodu.
Pomidory i kwiatki oddane do wakacyjnej adopcji.
Książka wypożyczona.
Klucze do szkoły nie oddane, bo przecież we wrześniu ciąg dalszy.
Zamiast 'żegnamy', pełne nadziei 'do zobaczenia'.
Moje małe kotwice.
W poniedziałek otworzę oczy w rzeźkich Katowicach.
Może spotkam się na kawie z przyjaciółką.
Może uda mi się pójść do dentysty.
Poszukam nowych tras do biegania.
I pomimo licznych rozmów o pracę, które posypały się mężowi ostatnio jak zerwane korale,
cały czas mam nadzieję, że wrócimy...

środa, 5 czerwca 2013

Próbujemy...

Mam to (klik) śpiewać podczas komunii na ślubie przyjaciółki...
Narazie robię przymiarki.
Ilość zwrotek, tonacja, organy czy podkład piano...
I tak się pewnie zaryczę i zacznę mieć spazmy.
Nie nadaję się do takich akcji.
Nigdy tego nie lubiłam...
Niedoopisania oczy moich córek, gdy przystawiam im słuchawki do uszu... :)


wtorek, 4 czerwca 2013

6 tgd

Powoli zbliżam się do celu.



Na wadze 59,5 kg.
Po 10 dniach kuchni teściowej, dzięki bieganiu, nie mam ani jednego dodatkowego grama.
To mi się zdarzyło po raz pierwszy od prawie 13 lat, odkąd tam jeżdżę.
Tylko ten, kto kiedykolwiek gościł na południu Włoch u włoskiej mammy, wie o czym mówię
i tym bardziej zrozumie moją rozpierającą mnie i wychodzącą uszami dumę.
Za kilka dni wyjazd do Polski, a za niecałe dwa tygodnie wesele.
Na fb widziałam zdjęcia panienek w bikini, które poleciały na Ibizę na panieńskie.
Na ostatniej prostej mam zamiar przyjąć pozycję ataku.



Teraz tylko muszę zastanowić się nad sukienką...

Balkonowa przyjaźń



Opuszczać wyhodowane własnoręcznie kwiaty to trochę jak zostawiać przyjaciół...

Odliczanie

Zaczynam odliczać.
Za kilka dni wracamy/wyjeżdżamy do Polski.
Nie wiemy na ile.
Najbliższy termin w kalendarzu to start włoskiej drugiej klasy, czyli połowa września.
Ale kto by wytrzymał 3 miesiące kilka centymetrów nad ziemią?

W zielonym skoroszycie z gumką powoli zapełniam kolejne kolumny 'do zrobienia'.
W głowie majową euforię powolutku zaczyna wypierać miks wątpliwościowo-pytaniowy.
Głowa pracuje i zadaje sobie pytania, usta mechanicznie udzielają odpowiedzi, że wszystko będzie dobrze.
Nie mamy żadnych konkretnych planów.
Planem naczelnym i ogólnym jest wieś. Bo dzieci.
A na wsi jest też babcia.
Babcia, której stan dramatycznie w tym roku się pogorszył.
Znajomi lekarze zza katowickiego płotu orzekli, że to jednak Alzheimer.
Więc trochę się tej wsi zaczynam bać.
Bo wiem, że może być trudno, że może mi się w pewnym momencie odechcieć.
Że zwątpię.
Nie... nie będę sama.
Może momentami, chwilowo.
Są kuzyni, ciocie, wujkowie.
Jest duża, w miarę zgodna rodzina.
Zobaczymy...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Bambini

Dnia Dziecka nie mogło nie być.



Wycieczka-niespodzianka do Safari Fasano.



W samym sercu Apulii, nieopodal Bari...





Cudowna, beztroska, burzowo-słoneczna, rodzinno-przyjacielska sobota...

Manfredonia



Przedsionek Gargano.
Mało znana.
Prawie w ogóle nieturystyczna.
Żywa.
Energiczna.
Modna.
Portowa.
Uwielbiam...

Volare...

Moszczę się wygodnie już na moim drewnianym krześle ze słomkowym siedzeniem.
Przegryzam kruche ciasteczka teściowej, ale popijam je już moją kawą.
Powrotów trzeba się nauczyć.
Żeby za każdym razem nie płakać jak małe dzieci.
Trzeba sobie powtarzać jak mantrę zwyczajne 'przecież za chwilę znowu tu będziemy'.
Zwyczajnie zamknąć drzwi od auta, jakby się jechało znowu na kolację ze znajomymi
i jakby się miało wrócić przed północą.
Niby nigdy nic wyjechać z bramy, dyskretnie pomachać, przepuścić pieszego, ustąpić pierwszeństwa.
...
Było cudownie.
Nie było dnia bez kołatającej się myśli 'mogłabym tu mieszkać, mogłabym tu żyć'.
To miejsce, ten region mnie inspiruje.
Jest autentyczny.
Jest skrajnie różny.
Jest nie do końca odkryty.
Trochę zaniedbany, ale doceniany.
Kto zna, potrafi go docenić.
Kocham Apulię bez dwóch zdań.
Kocham ją miłością bezwarunkową.
Do mojego apulijskiego worka dorzuciłam tym razem miasto Domenico Modugno.
I rzeczywiście.... aż chciało mi się pofrunąć!
Polignano a Mare...











A kolację w Grotta Palezzese (klik) zostawiam sobie na szczególną okazję...