wtorek, 29 października 2013

Awu+Hu=Po



Awu na chwilę przylatuje z Bru, bo Hu ma wystawę.
Łamię się.
367 słownie trzysta sześćdziesiąt siedem kilometrów
po polskich drogach widzę w mocno przyciemnionych okularach...
Ale przyznam też, że długoweekendowy Poznań kusi...

niedziela, 27 października 2013

Swoje trzy grosze



W piątkowy poranek dzwoni do mnie Magda El.
Moje muzyczne guru.
Mój życiowy autorytet.
Kiedy w 95' grała w finale koncert f-moll,
w ligockim M4 płakaliśmy wszyscy.
Ja, brat, mama i tata.
Wkroczyła w moje życie, kiedy najbardziej tego potrzebowałam.
Do rozemocjonowanej nastoletniej postawy
dorzuciła swoje trzy grosze.
Uświadomiła czym jest sukces
i w jakiej walucie się za niego płaci.
Przygotowała mnie do dyplomu.
Wydała na świat.
Dzwoni więc Magda El w piątkowy poranek,
bo koniecznie chce mi coś powiedzieć.
Bo to niesamowite,
że jeden z najwybitniejszych uczniów,
jakiego wypuściła moja szkoła,
ucznia, w którego pompowano wszystkie
środki finansowe, by mógł bez skrępowania szkolić się
u najlepszych, zaliczając w ten sposób
rekordową ilość master classes
u największych polskich pianistów
i nie tylko, że ten właśnie uczeń zapytany ostatnio
o to, który nauczyciel odegrał w jego
dotychczasowej edukacji najważniejszą rolę,
ten człowiek publicznie wymienił mnie...

poniedziałek, 21 października 2013

Bez kamuflażu



Na bilboardzie duży napis.
Kopa na Cabanę.
Starsza czyta.
Opornie.
Tłumaczę drugie dno i grę słów.
No... przecież wiesz...
To tam, gdzie mieszka Wujek.
Droga jest prosta jak drut,
więc wszystkie moje myśli zbaczają na inny tor.
Czujność wyostrzam tylko przy radarach.
Dobrze nam się ostatnio rozmawiało.
U niego wiosna, u nas jesień.
My po przeprowadzce, on w trakcie.
W maju może się spotkamy.
Może przywiezie męża.
Dla kamuflażu zaprosi też koleżankę z liceum.
Rozmawiam i myślę już
nad rozstawieniem krzeseł.
Wybiegam myślami do przodu.
Maj jest w końcu w Polsce piękny.
Bez kamuflażu...

Autumn

Jestem.
Rozedrganą emocjonalnie kobietą po trzydziestce.
Nie wiem, czy to hormony,
czy dwie ciąże, czy przeprowadzki,
czy brak stabilizacji finansowej,
czy wszystko razem do kupy.
Staram się z całych sił
stworzyć poczucie bezpieczeństwa
i stabilizacji.
Co wieczór czytam 'Dzieci z Bullerbyn'
i robię domowe zupy kremy.
Dbam o aktywne życie w plenerze
i doznania natury estetycznej.

Ale serce i tak mi dudni bezwolnie...

niedziela, 20 października 2013

Miejskie sobotnie

Jeśli zabierasz się do pisania
spontanicznych notatek przy kawie
konturówką do ust,
to znaczy, że jesteś wyczilowana...



Uwielbiam miejskie szlajanie...



Pod ciepłą rękę z mężem...



Bez planu a,b i c...



Być w październikowym sercu miasta...



I nic nie musieć ...





sobota, 19 października 2013

Dilemmi

Zbyt mało, żeby spokojnie opłacać rachunki.
Zbyt wiele jednak, żeby znowu wszystko rzucać
i się sztucznie przekwalifikowywać....

środa, 16 października 2013

Względnie...



Dla niektórych mało to tak wiele...

Bez komentarza



Nie wiem, co powiedzieć.
Trudno mi cokolwiek pisać.
Patrzę na zdjęcia i widzę cudowny październikowy weekend,
spędzony z rodzicami na wsi.
Czuję jeszcze na ustach smak zwęglonego ziemniaka
i zapach dymu.
Widzę nostalgiczne malwy i wytęsknione za ciepłem cynie.



Ale słyszę też dzwonek telefonu i głos G.
z głuchym ' nic jeszcze nie wiesz?'.



I może to, że w drodze powrotnej wylądowałam w szpitalu pod Zawierciem
na nieodgadnione 'niewiadomoco',
które najpierw zadudniło mi w klatce piersiowej,
potem zamrowiło w rękach i nogach,
a na końcu prawie zwaliło z nóg
w pobliskie leśne przydrożne runo z zawrotami głowy
i uczuciem, jakbym już odpływała gdzieś tam na zawsze...
może to efekt przejęcia, stresu...
Oby....



Bo nie można tak po prostu uwierzyć,
że kilka miesięcy temu grało się ślubnie arię na strunie g,
a teraz kolejnej koleżance przygrywają tę samą arię
w ostatniej drodze na podczęstochowski cmentarz.
I aż trudno wyobrazić sobie, co musi czuć
młody człowiek, który postanawia skończyć ze sobą
w cudowny październikowy poranek 2013 roku,
gdy mamy wszyscy trochę ponad trzydzieści lat.
15 pięter nie daje nikomu żadnej szansy...



Więc dzwonię dziś pędem do przychodni.

Bo mam dla kogo żyć...






poniedziałek, 7 października 2013

AA



Myślę i przemyśliwuję na lewo i prawo.
Wzdłuż i wspak.
Na wznak i opak.
I zgadzam się.
Brakuje mi tego katalizatora.
Myśli się kłębią pod czachą.
Obrazy same pstrykają.
Rzeczy same włażą w kadr, a słowa same pchają na usta.
Niewinne spisywanie rzeczywistości stało się moim osobistym
kronikarstwem, które stanowi ogromną wartość.
Przede wszystkim dla mnie samej.
Wracam.
Autentycznie, bo anonimowo...

czwartek, 3 października 2013

Decyzja podjęta.

Trzeba się wziąść do roboty.
Konkretnej.
Nie bazgrać, biadolić, lirycznie się rozkładać na cztery łopatki.
Zamykam ten mój osobisty grajdołek.
Dziękuję Wam za miłe i bogate w doznania dwa lata blogowania.
Dziękuję.
Kasia