niedziela, 23 marca 2014

Czasem

Czasem myślę sobie, że niewiele
nam tu na Śląsku brakuje do toskańskich kadrów...
Ale tylko czasem, szczególnie podczas biegania...

sobota, 22 marca 2014

Sto lat malutka!





Żyć na 100 procent.
Celebrować każdy moment.
Każdą okazję wykorzystać jako pretekst do spotkania,
zapraszaniam, rozmowy.
Gotować za każdym razem niczym dla stada.

A wieczorem padać z nóg
pod ciężarem satysfakcji
i spełnienia...



A wszystko w podziękowaniu za nasze wspólne już 4 latka!

niedziela, 16 marca 2014

Akceptacja, spacja, enter



Moja mama jest po zwariowanym weekendzie.
Po odwiedzinach dwóch wspaniałych przyjaciółek z czasów
białstockiej polibudy.
Ja zobaczyłam dwie mocno postarzałe panie,
ona mówiła o nich, jak o dwóch bombowych laskach.
Młodość jest porażająco piękna.
Dobrze, że tak mocno ją pamiętamy
i z takim namaszczeniem
pielęgnujemy w naszych
umysłach jej urywki...

W marcu



Tę niedzielę pozostawiam bez komentarza,
niech spokojnie dobiegnie sobie do końca,
przy lampce bordowego jak moje zeszłotygodniowe goździki chianti docg...

czwartek, 13 marca 2014

Krok...

Piję drugą kawę,
w zasadzie dopijam.
Wykręca mnie na boki,
bo nie lubię, gdy kawy więcej niż mleka,
ale po mleko nie chce mi się pójść,
więc wykrzywiam lekko twarz
i dopijam dalej.
Macie też tak?
Że czasem drętwieją życiowe nogi
i ciężko zrobić choćby krok...

poniedziałek, 10 marca 2014

Trud przedwiośnia



Czy to możliwe, żeby w ciele siedmio-i-pół-latki
wałęsały się już nastoletnie myśli...

Ciężko nam przebrnąć przez dzień bez szarpnięć,
bez potyczek słownych,
bez 'ty okropna matko'
na przemian z 'ty też nie jesteś lepsza'.
Wstyd mi niemiłosiernie za moje akcje i reakcje.
Siedmioletni ostry język podnosi mi ciśnienie
mocniej niż kawa prosto z włoskiej kawiarki.
Obijam się o niemalże wychowczą schizofrenię,
czułość miesza się z cynizmem i chłodem,
przytulaski i całuski z oschłym szarpnięciem ręki...

Niefajnie jest być surową matką...

Polska się budzi



Kraj zalegają biegacze, poszukiwacze leśnych skarbów i patykarze.
Na parapety wylegają licznie tulipany, żonkile, goździki
i sarkastycznie patrzą na kiełkujące dopiero rzeżuchy, rzodkiewki
i inne sałaty.




Z wystawowych okien zsypuje się wszechobecny puder.
Pudrowy róż, pudrowy szary, pudrowy żółty i nawet pudrowy czerwony.
Wiosna.
Nie idzie.
Pędzi...

Mam ostatnio takie przemyślenia,
że jako świeżo upieczony pracownik odponiedziałkowo-piątkowy
zaczynam trochę spisywać na straty drugą połowę niedzieli.
Nie z powodu stresu, bo stresu u mnie brak,
ale z powodu koloru słońca,
nadmiernego przejedzenia,
i takiego poczucia, że teraz to już strzałka pokazuje
tylko w dół... potem już wieczór i fine,
a potem już tylko da capo...

A że lubię miasta po godzinach, wczorajszy spacer
tylko z mężem otarł się o kontury metafizyki...



K-ce po godzinach wygląda jak stadion dziesięciolecia po koncercie,
jak leśna polana po przejściu corocznej pielgrzymki na Jasną Górę.



Szpetota. Puste tramwaje. Obłąkani ludzie.
Pogubione nastolatki.



I ogólne wrażenie kolejnego epokowego lądowania na księżycu...

niedziela, 2 marca 2014

Przepis na...



Weź dobrą przyjaciółkę,
zaproś ją do siebie,
nieważne czy dzieciata czy nie...



Zrób domowy chleb,
ciasto z domowej roboty karmelem, krówką czy kajmakiem,
zwał jak zwał...
Wypijcie wino, kawę, wodę...
Pójdźcie na spektakl....
nieważne czy dobry czy mierny.



Jeśli mierny, to wyjdźcie po prostu w połowie
z chichotem i planami na wspaniały babski wieczór.
Przejdźcie w wysokich obcasach przez pusty rynek w poszukiwaniu wymarzonej imprezy.

Pokaż jej którędy biegasz.



Zerwijcie razem pierwsze bazie,
zaśpiewajcie coś wspólnie,
przewertujcie zdjęcia...
Ugotuj dla niej obiad,
pozmywaj po niej naczynia...


A będzie fantastycznie!