wtorek, 29 września 2015

Teaching skills






























Już wiem, że dziś nic nie zrobię.
Nie upiorę, nie ugotuję,
nawet nie przegramy nic na wiolonczeli.
Ale czasem tak trzeba...
Nauka kierunków świata w plenerze,
tradycji Górnego Śląska
w pachnacym jeszczem nowością Muzeum,
a lekcje w modnym bistro
przy latte i herbatce owocowej....
A o 20.00 pakujemy tornister,
potem kilka akapitów Ani
i buonanotte....
To był dobry dzień....

Mam na oku







































Korytarzem idąc
takie cuda widzę....

sobota, 26 września 2015

Super-hiper-pasywnie

Nóż mi się w kieszeni otwiera,
gdy co i rusz mami się rodziców
super hiper interaktywnymi grami,
bajkami, tablicami itepe itede.
Im bardziej interaktywny gadżet
tym według mnie bardziej
pasywne dziecko.
Taka moja obserwacja....

Życiowe żeglowanie...

Uczę się.
Cały czas się uczę,
jak dzieckiem umiejętnie sterować.
a nie arbitralnie rządzić....

Sobotnio

Sobotnie nogi w górze
przy sobotniej kawie.
To lubię.
Chwilowo mój czas.
Do pierwszego skrzypnięcia łóżka
i zatuptania bosymi nogami.
Dziś jest Twoja domówka.
Spałaś ze mną,
bo sama nie umiałaś usnąć.
Zestresowana, bo 'a co jak nikt nie przyjdzie'
i 'a co, jak w ostatniej chwili odwołają'....
'I w ogóle, to chyba bez sensu, że wszystkim powiedziałam,
że chcę coś z Michaelem Jacksonem,
bo jak on mi się znudzi, to co wtedy....'.

Dziwięcioletnie smuteczki...

wtorek, 22 września 2015

Auguri!

Dziewięć lat temu o tej porze
w pozycji już leżącej
dzwoniłam do teściowej
mówiąc, że mam 9 cm rozwarcia
i że to już teraz właśnie  ten moment chyba....
Dziewięć lat temu przeszłam na drugą stronę.
Nieodwołalnie,
bezpowrotnie,
nieubłagalnie.
Na stronę tych,
co już na zawsze...
Na zawsze
 za kogoś są odpowiedzialni,
o kogoś drżą,
o kimś myślą,
o kogoś dbają.
Dziewięć lat temu
mój świat
powiększył się
o Twój świat.
Jesteś dla mnie wszystkim,
jednocześnie
nie zabierając mi niczego.
Kocham Cię bezgranicznie,
nie z każdym dniem bardziej,
a zawsze,
od samego początku
tak samo mocno
i tak bardzo intensywnie.
Sto lat ślicznotko...


niedziela, 20 września 2015

Niespodziewanie

Lubię
w wolnej chwili
cofać się
do.....
ups... aż czterech lat wstecz....
i podczytywać siebie samą...

wrzesień 2011 - niepozorny początek blogowania na włoskiej emigracji
wrzesień 2012 - i o wiele optymistyczniej już z 'niby-docelowego' włoskiego gniazdka
wrzesień 2013 - nieoczekiwanie nadawany już z polskiej 'wynajmowanej' rzeczywistości
wrzesień 2014 - lakonicznie, wykończona kolejną przeprowadzką do 'docelowego' polskiego domu

i teraz... wrzesień 2015  ....

Za chwilę, jutro w zasadzie...
stukną mi cztery lata....
I muszę obiektywnie stwierdzić,
że jestem dumna...
Cztery lata obiektywnego spisywania
mojej polsko-włoskiej rzeczywistości...
Cztery lata szczerości i lojalności wobec samej siebie.
I nie będę pisać, że 'bez Was by tego nie było',
by byłaby to wierutna nieprawda.
Miło czasem przeczytać coś pokrzepiającego,
ale zdecydowanie nie piszę dla innych,
a dla siebie....
zgodnie z tytułem.....

Ale ponieważ mimo wszystko jesteście....
mimo wszystko czytacie i czasem komentujecie,
to dziękuję wszystkim za te cztery lata.....
Dziękuję....
K

Nasza bajka
































Był pot i chaszcze
i 'mamo, boli mnie pięta'....
Półtorej godziny sosnowieckiego parku
i pięć kilometrów szukania punktów.
Bieg na orientację z przygodami
to zdecydowanie nasza bajka...


Powoli







































Wrzesień emocjonalnie mnie przerósł.
Trochę żałuję, że zrobiłyśmy sobie aż taki downshift przez dwa miesiące.
Cóż... mam nauczkę.
Niby wakacje od tego są,
ale mata w małych dawkach,
gdzieś między obiadem, ogrodem,
oglądaniem spadających gwiazd
i uciekaniem przed nietoperzami
chyba nie zrujnowałaby uroku lata.
A przynajmniej nie sądze....
Ale.....
Trzy tygodnie za nami
i powoli zaczynamy grać
nie tylko w tej samej tonacji,
ale i ten sam utwór....


czwartek, 17 września 2015

Wieczornie


Młodsza zapytała mnie podczas wieczornej toalety co to jest kiloser.
Konsternacja.....
No mamuś nie wiesz?  Ten kiloser z kaczki dziwaczki....
______________
Kurtyna w dół.

sobota, 12 września 2015

Detto-fatto

Kawa z mlekiem sojowym,
bo nie zdążyłam,
stop,
nie chciało mi się już wczoraj kupować zwykłego.
Mąż ucieka do sobotniej pracy, a potem na sobotnią siłownię.
Ech.....
Głowa puchnie.
Od ósemki... a w zasadzie od dziury, która po niej została.
I od naszych wrześniowych decyzji.
Detto-fatto.
Szybka piłka.
Nigdy bym się nie posądzała o to,
że ja, właśnie ja, która wyznawała zasadę
'niech pozna prawa dżungli', 'im szybciej zobaczy na czym ten świat polega, tym lepiej'...
że to ja w drugim tygodniu czwartej klasy,
po nocnych rozmowach, analizach za i przeciw,
po kilku łykach jagodowej nalewki na spanie,
migotanie , ból głowy i inne...
że ja właśnie, w piątkowy poranek 11 września
w kilka minut,
przepiszę własne dziecko do prywatnej dwujęzycznej szkoły...
Stało się.
Wystarczyły mi dwa tygodnie dżungli...
A było już tak miło.
Dwa lata w szkole państwowej.
Fantastyczna wychowawczyni.
Świetna zielona szkoła.
Świetlica.
Dużo sportu.
I nagle obuchem w łeb. Zonk.
Bo 'nie, proszę pani, czwarta klasa to albo na ławce musi czekać,
albo do czytelni, jak jest otwarta, do świetlicy nie przyjmujemy, za dużo pierwszoklasistów, no wie pani przecież.....'.
Bo 'mamusiu, nie zdążyłam dziś na ten czwarty wf, bo stałam w kolejce do obiadu, a i tak zjadłam tylko zupę, no nie dało się szybciej....'.
Pierwszy tydzień jeszcze nie-nauki-na-dobre, a już trzy godziny siedzenia w domu popołudniu
i to nie z powodu zadań domowych, a z powodu z--a-l-e-g-ł-o-ś-c-i, dziur, niedokończonych
zdań. What the fuck?
Że nie mam orła i że muszę z nią pracować o wiele więcej, wiem...
Jestem po dwóch latach pracy u podstaw, nadrabiania zaległości, siedzenia z dzieckiem do wieczora.
Nie mam pretensji o zadania domowe.
Mam pretensje o ogólną ściemę propagandową....
Bo ona jest tym właśnie sześciolatkiem, który ewidentnie nie dorósł jeszcze do tego etapu.
Mam pretensję o pośpiech. O gonitwę.
O zmazywanie tablicy, bez zapytania i sprawdzenia czy do cholery jasnej
wszyscy napisali.
O nie-pochylenie się nad dziećmi, które wolniej, jak kura pazurem, z błędami.
O to, że po raptem tygodniu, dla mojej córki szkoła stała się sześciogodzinną czarną dziurą,
z której powolutku, popołudniami, z lepszym lub gorszym skutkiem usiłowałam ją wyciągać.

Mam mądrą, bystrą, wrażliwą dziewięciolatkę, którą błędnie wysłano po roku włoskiej szkoły
do drugiej klasy, a powinna polską edukację zaczynać od pierwszej.
Cóż. Tego nie cofniemy.
Dwa lata nadrabiałyśmy i goniłyśmy za klasą.
Czwartą klasę zaczęła w ostatniej lidze.
Nikt nie miał złudzeń, że będzie łatwo.
Dla mnie może być trójkowa.
Ale żeby aż tak źle?
Bóle brzucha, wizyty u higienistki.
Do kur.... nędzy!
To dopiero czwarta klasa....
A co będzie w liceum?

Pewnie, mogę się pozwalniać, zredukować pracę do socjalnego minimum,
i dylać do szkoły na 13, względnie 14.40, żeby dziecko nie siedziało do 15.30 czy o zgrozo do 16.00  na rozwrzeszczonym korytarzu.
Mogę siedzieć z nią po cztery godziny dziennie...
Ale czy na tym ma polegać szkoła?

Mówię nie....

______________
Od poniedziałku czeka na nas nowa szkoła.
Decyzja padła szybko,
choć mamy świadomość, że pociąga za sobą inne, równie istotne,
choćby tą, że za rok Młodsza też do niej dołączy.
I gimnazjum też pewnie pociągnie w tej formie.
Dla nas to jest  ogromne finansowe wyzwanie.
Ale jeśli mam lokować gdzieś moje pieniądze,
to zdecydowanie wolę wpakować je
w spokojny, radosny, pełen entuzjazmu rozwój własnych dzieci.....

Wierzę w to.....


Tyle z wrześniowego polsko-włoskiego frontu.....




wtorek, 8 września 2015

Back..



















Już zapomniałam,
że w rytm szkolno-przedszkolny też trzeba umieć wpaść
i trzeba sobie dać tydzień lub dwa.
Inaczej nagle boli głowa,
zmęczenie dopada w porze siesty
i dosłownie zwala z nóg...
Mąż staje się nagle wrogiem
numero uno,
bo zbyt długa praca, bo siłownia, bo irytujące 'co jest do jedzenia?'....
Ustalamy nowe reguły, docieramy się, wprowadzamy nawyki,
przypominamy sobie o rytuałach....
Witaj szkoło, na dobre.....

niedziela, 6 września 2015

Un po' di caffe'?

Na naukach przedślubnych pewna starsza pani dała nam radę.
Że jak będzie między nami zgrzyt,
a duma nie będzie pozwalała na słowo'sory, przepraszam'
to dobrze jest mieć taki małżeński szyfr np 'może kawy?'....
Jak tylko wróciłam z biegania zapytał 'un po' di caffe?'


ufff.....

środa, 2 września 2015

Begin again



Stało się.
Się zaczęło.
Starsza, zgodnie z moimi przewidywaniami
na nowe przedmioty zareagowała
entuzjastycznie
i z zegarkiem w ręku
czekała na tatę
popd drzwiami
ubrana
już od 7:12.

Zrewidowałam grafik.
Będzie mniej.
Będzie spokojniej.
Jeszcze więcej mnie z nimi.
Bo to taka moja życiowa lokata...