sobota, 24 grudnia 2016

Co ma lecieć nie utonie

No to lecim...
Wylot z pierwszą gwiazdką,
powrót w sylwestrowy wieczór.
Tydzień w Apulii.....

Wesołych Świąt.....

środa, 14 grudnia 2016

OCOZŁ

czyli, że obraz cytologiczny odpowiada zmianie łagodnej






cisza





ulga





chwilowa





jednak


wskazane pilne usunięcie guza
z weryfikają histopatologiczną


bo



włókniak





a skoro Pani powiedziała A,
to lepiej powiedzież też B




i ostatecznie wykluczyć....










środa, 7 grudnia 2016

Po...

Już po....
W każdym miejscu związanym z diagnostyką
powinien według mnie być 'nadworny psycholog'.
Myślałam, że się przewrócę ze strachu na gresowej posadzce.
Nie umiałam usiedzieć na miejscu.
Wstawałam, wzdychałam, sprawdzałam, czy mam wszystko w torbie.
Gabinet wirował mi dokoła.
Serce kołatało.
Błagalnie podchodziłam do Pani z napisem 'rejestracja'.
Dookoła tylko wystraszone i milczące oczy innych kobiet.
Nikt nikogo nie pocieszał.
Każdy czekał na swoje osobiste 'wszystko w porządku'
i dalej w nogę.
A wystarczyło ciepłe słowa docenta od biopsji,
że to nic nie boli, żeby się uspokoić, że to jak ukłucie do znieczulenia,
więc po co dodatkowo znieczulać.
Ciepły głos profesjonalisty i fru na kozetkę.
Dziś jestem z siebie dumna.
Przede mną tydzień czekania.
Tylko tydzień i aż tydzień.
I nie chcę mówić sobie 'będzie dobrze'....
bo co jeśli 'nie będzie'...
Będzie jak będzie.
Jak śpiewał Bajor 'będzie,co ma być'...

czwartek, 1 grudnia 2016

Moje bio

No i cóż.
Po latach uważnego życia
mam i ja skierowanie na biopsję.
Taka wyliczynaka.
Ene due rike fake.
Dziś rano padło na mnie.
Gruchnęło.
Niby nic. Zrazik tłuszczowy.
Żyjemy razem od lat.
Znamy się dobrze.
Badam się regulanie
i dziś rano ziemia zadrżała,
Na Mikołaja dostałam w prezencie
'Ponieważ minimalnie urósł,
proponowałbym biopsję'...
Robić nie robić....
Dzwonię po znajomych lekarzach,
gadam z koleżankami,
muszę to sobie poukładać.
W necie krążą różne mity....
...
Nie wiem...

sobota, 19 listopada 2016

Dream team







































Sześć spotkań za nami. Już.
Nic spkektakularnego.
Kilka dojrzałych kobiet.
Czasem z dziećmi, zaplątanymi z boku
w karimaty i piłki.
Czasem bez.
Nie zawsze w formie.
Czasem z wirusem pukającym do okna.
Albo ze złym humorem.
Albo zmęczeniem.
Zawsze z wypiekami 'po'.
I zawsze z pytaniem 'to co... za tydzień się widzimy?'.
Realizuję moje kolejne wielkie marzenie.
Tańczę i uczę tańczyć.
A w zasadzie nie tyle tańczyć, co świadomie się poruszać.
Po swojemu.
Na swój sposób.
Bo nie każdy musi umieć i chcieć
robić wygibasy.
Ale prawie każdy chciałby....

piątek, 11 listopada 2016

Everyday activities


































Nie będę rozpisywać się,
ile trudu kosztuje mnie moje ze Starszą
codzienne dostrajanie.
Pedantyczny choleryk
i rozkojarzony kreatywny sangwinik.
Pedagog
i niepokorny, najtrudniejszy z możliwych uczeń.
Gdzieś pomiędzy napięcia dnia codziennego.
W tle jęcząca Młodsza.
Wszystko okraszone
ogromnym poczuciem odpowiedzialności
za ich przyszłość,
przy jednoczesnych staraniach i dbaniu
o tu i teraz, w tym momencie.

Na otarcie łez
lub otulenie zdartych strun
pozostaje
jedynie
rutynowa
dawka
matczynej
miłości....

czwartek, 3 listopada 2016

Leonessa

Nie jest sztuką chodzenie na konsultacje,
gdy ma się dziecko bezproblemowe.
Sztuką jest bronić własnego dziecka jak lwica
i wymagać od nauczycieli,
gdy ma się dziecko
trudne.
Dziś byłam lwicą.
Dziś jestem z siebie dumna...

poniedziałek, 31 października 2016

Hibernacja

To co napiszę godzi trochę w moją inteligencję
i szerzone tutaj peany o harmonii, balansie, slow lajfie itepe.
Dwa dni wolnego z wirusem w tle....
I chyba bardziej niż mięśnie i układ kostny
oberwała moja głowa.
Kilka razy zostałam sama, bez dzieci,
na kilka godzin, bez pracy,
na kanapie, przed telewizorem
i doszłam do paradoksalnie banalnych wniosków.
Ocknęłam się.
Otchłań, w którą wpadłam 1 września
wciągnęła mnie jak trąba powietrzna.
Pilnowałam godzin spania,
żeby po dwudziestej już były umyte,
a maksymalnie 20.30 cisza nocna,
a już najpóźniej do 21.00 Starsza w łóżku z lekturą.
Rano obowiązkowo porządne śniadanie
plus łyżka oleju lnianego
plus herbatka z aronią
plus nie widaomo jeszcze co.
Skrupulatne odpytywanie z tego, co do domu,
żeby uniknąć minimalnych choćby zaległości,
żeby u Młodszej, co zaczęła pierwszą klasę
od razu wyrobić dobre nawyki,
bo jak będzie z nią, tak ja ze Starszą,
to mnie  wywiązą na turnus do Krychnowic.
Niebieski zegarek na dłoni nawet w trakcie spania.
Wszystko wyliczone, co do minuty,
żeby podwieżć, przewieżć, nie spóźnić się.
Parkowanie auta jak najdalej, żeby spacer jakiś też zaliczyć,
bo skoro lubi te nasze spacerki po mieście, to czemu nie,
nawet jeśli potem powrót do domu jest na styk.
Rozmowy, rozmowy i jeszcze rozmowy.
A i tak wszystko o kant dupy.
Starsza łapie pały.
Zachowanie w szkole nienajlepsze. Dochodzą sygnały.
Wróciły dziecięce stereotypie ruchowe.
Pytam, dlaczego, słyszę, bo się stresuję.
Mówię, to zawołaj mnie, przytulę Cię, potrzymam za rączki.
Nie bo ty krzyczysz.
No krzyczę.
Czasami.
Czasami też nie, ale rzadziej.
I tak po tych dniach trochę wolniejszych dochodzę do wniosku,
że nie oglądam z dziećmi nawet sekundy wiadomości,
bo wysyłam je do łóżka, do mycia...
Nie mówię o codziennej obowiązkowej prasówce,
ale o takim kontakcie ze światem out.
A nie tylko nww, nwd, dzielniki, mierniki, bierniki, i inne.
Że nie oglądamy razem bajek w oryginale.
Że nie oglądamy czasem programów po włosku.
Bo zawsze coś.
Że nie ceruję im gaci tylko odkładam na jakąś
nie wiadomo po co komu kupkę, a przecież fajnie by było, gdyby dziewczynki
umiały trzymać igłę w dłoni. Kiedyś.

Tyle...
Uszło ze mnie trochę matczynej goryczy.
Idę orać dalej.
Wstałam jak feniks z popiołów.
Oglądam ran news 24 i serce mi pęka
jak Bazylika w Nursji.
....

sobota, 29 października 2016

Stop


Jest 29 października i po raz pierwszy w tym roku
popołudnie spędziłam na kanapie.
I po raz pierwszy obejrzałam ciurkiem niusy na polsacie, tvn i jedynce.
Miło po całych tygodniach tylko radiowego głosu
zobaczyć też twarze.
Nawet jeśli....
Jest sobota i po raz pierwszy
w tym roku szkolnym
jestem sama.
Mała na biwaku zuchowym,
Starsza z tatą w kinie.
Ja też mam towarzysza.
Ma chyba na imię wirus.
I toczy mnie od rana.
Tak, że człowiek myśli,
że to już koniec chyba jakiś nastał.
Więc jestem.
Ja i on.
I troszkę po cichu
nawet jestem mu wdzięczna,
bo wreszcie usiadłam...



poniedziałek, 24 października 2016

Bywa i tak


Bywa, że to co truje.... leczy....
Spacer był cudowny.
Cudowne słońce.
Cudowna niedziela....
Dłoń w dłoń.
My.....
Tylko my i aż my....


niedziela, 23 października 2016

Upieczeni


Ale skoro
razem potrafimy jeszcze
upiec plamkejki
bez zakalca,
on prósząc cierpliwie mąkę
i ucierając ponad normę
lo zabajone,
ja płucząc z namaszczeniem pomarańcze,
a potem trąc cierpliwie skórkę...
to nie jest z nami
aż tak źle.

czwartek, 20 października 2016

Etapy

Gdyby była między nami  'chemia'
napewno dziś rano
napisałabym do niego
szybkiego sms'a,
że plamkejk z przepisu, który mi zostawił
na szybko
w kuchni
przed wylotem
wyszedł wyśmienicie
i jest najlepszym ciastem
ever.
Ale 'chemii' nie ma.
Jest etap nudnych wykładów
z 'prozy'....
Więc popijam
plamkejka
kawą
i idę dalej....
Sama.

sobota, 15 października 2016

Sogni d'oro

Na dzień nauczyciela anno domini 2016
zrobiłam sama sobie prezent.
Poprowadziłam własne wieczorne zajęcia taneczne dla dojrzałych kobiet.
Po zapłaceniu za salę
zarobiłam na czysto 10pln,
bo dziewczyny poprosiłam o symbolicznego piątaka.
Spełniłam jedno ze swoich największych marzeń.
Ale o wiele cenniejsze od tych 10 złotych
było dla mnie usłyszeć po zajęciach
'to co....widzimy się za tydzień?

poniedziałek, 10 października 2016

Da capo...


Znów zaczęłyśmy się szarpać.
Trochę z czasem.
Trochę ze sobą.
Znów momentami robi mi się niedobrze od napięcia i stresu.
A ona wyzywa i krzyczy, że mnie nienawidzi.
A to dopiero piąta klasa i tylko dzielenie w słupkach...

sobota, 1 października 2016

Mój PO

Zmiany.
Niewielkie, ale istotne.
Poprzestawiało mi się wiele w głowie.
Zrobiłam sobie przerwę od siebie
i wcale za sobą nie tęsknie.
Zaczęło się zasadniczo od Poznania.
Puszczam oczko do Majki,
z którą miałam się spotkać,
potem wyleciało mi to zupełnie z głowy,
a i tak wpadłyśmy na siebie
przez zupełny przypadek
przy poznańskiej lodziarni.
Żadna z nas nie znalazła odwagi, żeby podejść,
obydwie tego bardzo potem żałowałyśmy.
Do mnie dotarło, że istnieje rzeczywiście
realizm magiczny.
To była magia.
Poznań był magiczny.
Tydzień bycia sam na sam ze sobą.
Ja, moje myśli, moje ciało.
Małe rytuały.
Poranna kawka i owsianka.
Potem truchtanie wzdłuż Warty w kierunku Chwaliszewa.
Jeśli tu bywasz jeszcze Izo,
to potwierdzam,
Chwaliszewo jest fantastyczne,
piękne,
magiczne,
wyjątkowe...
Gdybym kiedykolwiek miała zamieszkać w PO,
to właśnie tam.
Kursy tańca....
Cóż....
Odkryłam moją prywatną terapię...
Choreoterapię...
Taniec powinien być dodawany razem w pakiecie do programu 500+.
ale bez wyjątku,
każdej kobiecie....
Ja i moje ciało. To było coś pięknego.
Po czterech dniach regularnego wysiłku
poczułam ogromy ból
i ciężar. Żeliwne nogi,
mosiężne plecy.
Zaczęłam odliczać dni do powrotu.
Trochę jak na koloniach...
Dokupiłam nadprogramowo na miejscu jeszcze jeden kurs
i nagle budżet drastycznie wyszczuplał.
Zaczął się etap liczenia każdej złotówki,
trochę jak na studiach
i podczas wyjazdu do Sieny....
Poczułam się nagle tak młodo.
Jadałam tylko dobre rzeczy.
Trafiłam wreszcie na Śródkę do Raju i Ruiny,
Zjadłam zupę soczewicową w JE SUSie.
Prawie popłakałam się nad kremem paprykowym
w Oślej Ławce. Z zachwytu.
Że można ugotować coś tak wybitnego...
Dla lodów w Kolorowej odpuszczałam sobie całkowicie kolacje.
Za nikim nie tęskniłam.
Może trochę za pachnącą pościelą...

A potem wróciłam.
I nic już nie było takie samo...




































































wtorek, 16 sierpnia 2016

Powroty i zawroty

Trzy prania zdjęte, złożone i porozkładane do szaf.
Dwa kolejne suszą się w ogródku.
Trawa skoszona i zgrabiona.
Lodówka umyta.
Kotleciki z fasoli i kaszy jaglanej zrobione.
Jarmuż podduszony.
Podłoga umyta.
Jabłka ze wsi przerobione na dżem z goździkami i szałwią.
Płatki owsiane na mleko zalane.
Poranny bieg z Be odbyty.
A to dopiero 14:40.

środa, 3 sierpnia 2016

Giardino







































Kawa z koleżanką
w ogrodzie.
W zasadzie w ogródku.
Rozmowy o wszystkim i o niczym.
Miło, spokojnie,
żadna z nas nigdzie nie goni....

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Itpl







































To był cudowny, parny, polsko-włoski weekend.
Polsko-włoska para na polsko-włoskim weselu.
Lato sprzyja miłości....

sobota, 30 lipca 2016

Lipcowe pocztówki #1
















Były też momenty goryczy.
Starsza, lat prawie 10, aktualnie przechodzi okres,
w którym często przewija się słowo 'pieniądze'.
Usłyszałam już zatem tego lata,
że w sumie to gdybym miała lepszą pracę,
np. jako lekarz czy adwokat,
a nie taniec i śpiewanie,
to zamiast siedzieć na wsi,
moglibyśmy być na Teneryfie....

piątek, 29 lipca 2016

SoPOt

Melduję się moja codzienności.
Jestem.
Może ciut na dłużej, niż pierwotnie planowałam,
bo dzieci dziećmi, powietrze powietrzem,
ale małżeństwo to też ważna sprawa,
i kiedy się czuje, że się nie da dłużej bez,
to trzeba wrócić,
skrócić wyjazd,
może nawet odwołać,
lub przełożyć.
No więc jestem.
Przy moim drewnianym stoliku,
z kawą po lewej stronie klawiatury,
z kukurydzą, co na trzy metry zarosła mi moje pola widzenie,
ale i niech tak będzie,
chwilowo dyskretniej...
Jestem, po pierwszym umyciu podłogi....
szybkim przemyciu umywalek i sedesów
i odtłuszczeniu kuchni.
No więc jestem.,,,


















































Do wsi jeszcze wrócę,
ale teraz chcę złapać jeszcze kilka minut
na fali mojego wypadu do Sopotu.
Sopot, ja, moje dwie córy, akademik i magia wokół.
Było nam magicznie.
Pogoda zrekompensowała akademikowy hardcore.
Jednak ja już jestem na pewne rzeczy za stara,
a one trochę za młode.
Hiszpanie za ścianą, panowie owinięci w ręczniki wchodzący podczas kąpieli
do dzielonej przez cztery pokoje łazienki,
podkradanie szynki parmeńskiej z lodówki,
poranne powroty młodzieży i alkoholowe torsje o 4.30...
To wszystko sprawiło, że każdego dnia wychodziłyśmy na 8-9 godzin.
Podejrzewam, że robiłyśmy średnio około 8 km piechotą,
co dla mojej 'jęczącej' sześciolatki było jak wyprawa do Santiago de Compostella.
Schudłam kolejne dwa kilo - stan aktualny 53 kg.
I tego się trzymajmy.
Bałtyk ma jednak to coś.
To, o czym marzyłam cały ten rok,
a czego nie potrafiłam doprecyzować.
Chcę tam wracać.
Nawet sama, bez męża, jeśli znowu będzie problem z urlopem.
A1 nie jest taka straszna, a 7 godzin za kierownicą nawet  dla takiej panikary jak ja
jest do zrealizowania.
W głowie kiełkują pomysły na przyszły rok.
Znowu nie do końca sztampowe....



czwartek, 30 czerwca 2016

Snaplife



Nie mam snapchata,
Ani instagrama.
Dopiero kilka tygodni temu reaktywowałam po 3 latach fb.
Pinterest też gdzieś zarasta kurzem.
Ale coś nie coś o snapchacie słyszałam.
I tak sobie myślę,
że moje życie to taki snaplife.
Chwile... momenty....
Jestem wtedy kiedy jestem.
Ale często mnie nie ma.
Nie ma w nim nieproduktywnego,
przysłowiowego 'pierdzenia' w stołek.
Moja chwila zastoju to poranna kawa.
I choć tyłek siedzi na krześle, a ręka podtrzymuje filiżankę,
to głowa chyba najbardziej wtedy tworzy
misterną mapę myśli.
Od przechowywania myśli, jak zawsze
zwalnie mnie mały notesik,
taki co to mieści się w małej torebce.
Zgodnie z moją zasadą, że myśli przelane na papier
uwierają mnie znacznie mniej!

Rano wydzwaniam,
rozmawiam,
planuję, zarysowuję, płacę rachunki,
sprawdzam...
Potem zamykam klapę komputera
i mnie nie ma.
Całymi godzinami.
Mój stupidphone może i ma internet,
ale służy tylko do gadania,
czasem krótkiego smsa w stylu 'ok'.
Na wakacje szykuję mapy.
To lato zapowiada się bardzo terenowo.
Od Bieszczad po Sopot,
przez Poznań i Warszawę.
Ja i moje córy.
Z mężem z doskoku.
Mam zarys.
Bez presjii.
Jak co roku chcę po prostu z nimi po_być.
Wyruszam jutro.
Wszystkim Wam udanego lata życzę!
Kasia

Finally






























Doczekałyśmy się.
Ona wakacji i czasu ze mną bez 'presji czasu',
a ja dwumetrowych malw...

środa, 29 czerwca 2016

Pani od muzyki

Zaczynam wakacje.
Oficjalnie.
Od dziś.
Teraz.
Wczorajszy 2,5-godzinny występ w teatrze
to było takie zwieńczenie tego roku.
Byłam panią od muzyki,
trochę panią od angielskiego,
trochę panią od włoskiego,
przez chwilę byłam też Grufołakiem,
byłam łącznikiem między sceną a szatniami,
a kiedy dzieci miały opóźnienie wskakiwałam na scenę,
zdejmowałam czarne szpilki
i uczylam rodziców układu do finałowej zumby.

Trzy lata.
Trzy lata minęły od powrotu z Włoch.
Zdecydowanie to jest na ten moment
moja bajka.
W głowie mam jeszcze kilka marzeń
i zarysów.
Ale dzisiaj jestem 'panią od muzyki'
i jest mi z tym bardzo bardzo dobrze.....

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dance dance dance






























Słowo się rzekło, a przedpłatę przelało.
I tak oto robię sobie w tym roku wakacje
od męża i dzieci
i sama,
jak kołek,
jadę pod koniec sierpnia na 10 dni do Poznania
na wymarzone letnie warsztaty taneczne.
Nie mam żadnych złudzeń,
ani planów.
Mam jakiś ogólny zarys.
Dopisałam się już po zamknięciu oficjalnych zapisów
i wzięłam co było.
O poranku będę z rekwizytyami ćwiczyć broadway jazz,
a wieczorami z panem o latynoskim nazwisku, które oczywiście nic mi nie mówi,
będę pulsować do rytmów funky jazz.
Chcę zajrzeć na Śródkę,
której losy, też sama nie wiem skąd i dlaczego,
śledzę okiem fb La Ruiny...
I niczego więcej.
Chcę wtopić się w tłum.
Spacerować.
Jadać na mieście.
Biegać o poranku.
Wieczorami chodzić na taneczne pokazy.
Chcę zatęsknić.
Naładować muzyczno-rytmiczne akumulatory
na kolejny rok pracy.
Czekam....

niedziela, 26 czerwca 2016

Wiedza ogólna

























RMF Classic. Polonez Chopina... Ja: Co to jest? Rozpoznajesz? Starsza: Tak, to Bach. Ja: Nie, Chopin. A jaka to epoka, wiesz chociaż? Starsza: Lodowcowa...

środa, 22 czerwca 2016

A.... B ....
































Powiedziało się A....
to trzeba powiedzieć B....
Pomimo tego, że znikam ze Śląska na bite dwa miesiąca,
delikatnie wtrąciłam do tego biznesu swoje dwa grosze....
Może nawet więcej niż dwa....

środa, 15 czerwca 2016

Porannie

Poranny telefon do Ani od Biegania.
Długa babska rozmowa.
O tym, co nas uszczęśliwia.
Moja wersja szczęścia na dziś jest taka,
że z relaksem nie czekam na wakacje,
a z życiem nie czekam na emeryturę.....

wtorek, 14 czerwca 2016

Bez ściemy

Kilka dni przed wystawieniem ocen.
Niby już lato, a jeszcze trzeba się pilnować,
bo sprawdziany do samego końca.
Poniedziałkowy spokój
przerywa telefon smutnej Starszej.
Bo dwa plus z maty za piątkowe ułamki dziesiętne.
I że zostaje po lekcjach, żeby poprawiać.
Ja jej na to, że Irlandia wczoraj też grała na boisku
do końca,
choć przegrywała.
Że nawet jeśli poprawi na trzy, to zawsze coś.
I czy mam dowieźć jakieś posiłki jedzeniowe,
bo ostatnio nie jada szkolnych obiadów.
O tak Mamusiu,
I że troszkę sobie popłakała,
A ja jej na to, że to dobrze,
że jak Ci się chce płakać, to czasem trzeba i tyle.

Odłożyłam telefon
i uświadomiłam sobie,
że w gruncie rzeczy to bardzo mnie  ucieszył.
Moje dziecko z problemem
zadzwoniło do mnie.
Bez ściemy czy kamuflażu...

poniedziałek, 13 czerwca 2016

LODZ...











































Byłam.
Zaśpiewałam.
Potańczyłam w rytmie disco na Piotrkowskiej.
A potem niedospana
wróciłam porannym IC
do domu.
I zanurzyłam się pod ciepłą kołdrą
w niebiesko-białe paski.
Zdecydowanie
nie mogłabym
na stałe
tak stać na scenie....


środa, 1 czerwca 2016

Dzień Dziecka







































Były lody.
Takie prawdziwe, rzemieślniczne.
Była wyczekiwana sztaluga
i torebeczka i getry i bluzeczka z koliberkami.

A rano,
po telefonie mamy z życzeniami,
oddzwoniłam do niej
i podziękowałam
za to wewnętrzne dziecko,
które jest we mnie,
które właśnie truchta i jest tak niesamowicie szczęśliwe
z każdej napotkanej kwitnącej dzikiej róży,
z każdego cienia
na parnym polu,
z każdej pachnącej akacji
i z każdego oszałamiającego jaśminu....

Potem zrobiłam sobie mały dzień dziecka,
który jutro
ponownie szczęśliwa
po pachy
z wielką frajdą
po prostu wybiegam....
Szszszszsz............

niedziela, 29 maja 2016

Mamy plany... O rany!!!

Maj ekstremalnym miesiącem był.
Od pierwszej kropki wypełnionej podstępną surowicą u Starszej
Przez wyczekiwanie w napięciu kropek u Młodszej.
Po niespodziewane, mimo wszystko, podstępne kropki u Męża
na kilkanaście godzin przed wylotem.
Ach...
Nie sztuką jest planowanie samo w sobie,
a szukanie wyjścia w sytuacji,
gdy z godziny na godzinę
plany legają w gruzach.
I tak też na wyspę poleciałam tylko ze Starszą.
Młodsza została zapobiegawczo z dziadkami.
Ostatecznie ospy nie złapała, ale....
Ale decyzja okazała się być dobra.
Bo...
Jest kilka bo.
Bo to był nasz czas.
Matki z córką.
Bez krzyków i upominania.
Bo jednak stres związany z czterema planowanymi
i jednym ponadprogramowym lotem i noclegiem w Londynie
po godzinnym kołowaniu nad wyspą z powodu mgły
jednak mnie przerósł.
Bo pokazałam Mężowi
i trochę też sobie, a może bardziej sobie niż jemu,
że pomimo ogromnej miłości i troski,
mam też swoje własne życiowe zobowiązania
wobec przyjaciół, wobec córek, wobec swoich marzeń.
To był nasz wyjazd.
To już na zawsze będzie nasze Jersey.
Nasz czas.
Na wiedeński koncert 2Cellos pojechaliśmy już całą czwórką,
ale to już nie było to samo.
Nie pomogły moje 'schowaj jęki do łazienki',
'bądź grzeczna, bo to czy tamto'.
Młodsza jednak chwilowo nie daje rady.
Nie na jednodniowy wypad do Wiednia 'tam i z powrotem'.
Na łażenie w pocie czoła i dotrwanie bez awarii do 20.00.
Koncert sam w sobie to było jednak
przeżycie ekstremalnie ekstatyczne.
Takie zwieńczenie całomiesięcznego napięcia.
I w Wiener Stadthalle temu napięciu daliśmy całkowity upust,
drąc się, wrzeszcząc, tańcząc, tupiąc...
Dziś odsypiamy.
Włoski streetfood, który miał ruszyć pełną parą w maju
musi na nas i nasz zapał poczekać....