sobota, 17 czerwca 2017

10 lat








































Ostro kładę łapę na smatfona, tableta i telewizor.
Mamy sporo niepisanych zasad.
Ja staram się ich przestrzegać.
One często protestują.
Muszę przyznać jednak, że niektóre zabawy są nawet fajne...

środa, 14 czerwca 2017

W przerwie

Najpierw chciałam odruchowo już krzyknąć,
że co Ty robisz na przerwie
i czemu nie powtarzasz a razy ha na dwa do sprawdzianu.
Ona nieśmiało
wyciągnęła go z zabałaganionej szafki.
Nie umiałam ukryć wzruszenia....




sobota, 10 czerwca 2017

Greentopia

Powoli dobijam do corocznego brzegu.
Łubin już prawie przekwitł.
Malwy ścigają się jak na jakimś biegu charytatywnym.
Kosmos wystrzelił w kosmos.
Lawenda wystrzeli fioltem już niebawem.
Piwonia rozwija się bardzo intymnie i powoli.
Ale czekam na jej pudrowy róż.
Oj czekam.
Gipsówka jak zwykle przyprószy mi większość przestrzeni
przeznaczonej na kwietnik.
Ale tak miało być.
Uwielbiam tę letnią mgiełkę.
Słoneczniki narazie stoją poniżej przeciętnej.
Maciejka da o sobie na pewno znać
niedługo powalającym zapachem dzieciństwa na wsi.
Siewki pomidorków nie potrafią się zdecydować,
czy mają przejść w fazę sadzonek,
czy pozostać siewkami.
Borówki i porzeczki za to eksplodowały ilością owoców.
Sałaty nie przeżyły ulewy,
a te na werandzie same nie wiedzą czym są.
Jedno wino jak opętane kombinuje, którą drogą by tu iść,
drugie postanowiło zostać krzakiem,
trzecie się kompletnie zawstydziło,
a czwarte udaje, że go nie ma, ale jest.
A cały ten roślinogród
mieści się
na jednym podmiejskim arze mojego
zielonego szczęścia.

niedziela, 4 czerwca 2017

Cel-pal


Od czwartku celebrujemy.
Dzień Dziecka.
Ich i mojego wewnętrznego dziecka,
które nieprzerwanie, im jestem starsza
ciekawieje.

W piątek
Starsza zagrała koncertowo koncert,
i gdyby nie wykolejona intonacyjnie etiuda,
jestem pewna, że dostałaby piękną piątkę.
Ale piątka lub jej brak nie są tu w ogóle istotne.
Istotny jest progres.
Olbrzymi krok do przodu.
Dźwiękowy, intonacyjny, skupieniowy
i ogólnie podejściowy do tematu instrumentu,

W piątek też
Młodsza miała pierwszą część wstępnego na skrzypce.

W piątek też
poprowadziłam swoje pierwsze
warsztaty dla dojrzałych kobiet
z elementami muzykoterapii,
albo bardziej dramaterapii.

Wczoraj rodzinnie w teatrze,
a wieczornie na katowickim deptaku,
choć japońskie żarcie o 22.00
to już jednak była przesada,
nawet dla półpołudniowej rodziny.

Dziś katowickie ASP i warsztaty
jakieśtam, co mało istotne,
istotne jest
wystawianie dzieci na sztukę,
przestrzenie,
pokazywanie, że jest świat
realnie piękny,
albo i mniej piękny, ale realny....

W czerwcu,
kiedy już spada ciśnienie,
chce mi się bardziej miasta.
Podświadomie czuję,
że zbliża się dwumiesięczny plener.
A ciepłe polskie miasta
są genialne....



środa, 31 maja 2017

Spaziotempo

Czas i przestrzeń.
Dwa najbardziej deficytowe
produkty
XXI wieku.
Ja mam czas.
Dbam o przestrzeń.
Czuję, że są mi bardzo potrzebne.
Bezcenne.
Jestem szczęśliwa.

Wandale

Mamo,
wiesz,
ja tak w sumie to chciałam Ci powiedzieć,
bo wiesz,
jak mi tak puszczałaś tą muzykę klasyczną
i tak brałaś do teatru,
to ja wcześniej się krzywiłam trochę,
a teraz to ja Ci chciałam podziękować,
bo mi się to nawet podoba.
A mama, powiedz, co trzeba zrobić,
żeby nie być taką dziewczyną-wandalem,
co klnie i w ogóle.
Bo ja nie chę taka być......
___________________________________________

Pędzę szarą toyotą sedan metalic
po wiślance
i z jednej strony
coś tam mówię, jakiś truizm,
że z kim przestajesz takim się stajesz,
a z drugiej,
po skroni spływa mi kropelka potu.
Po chwili jednak dociera do mnie,
że to nie pot,
a łza...

wtorek, 30 maja 2017

Po(rannie)

Poranny brancz ze znajomymi z liceum.
Wróciłam wewnętrzie pocięta.
Siedlisko niczym z werandy.
Sielsko, anielsko...
Pozornie.
J. 8-miesięcznemu synowi
aplikuje co wieczór środki nasenne,
bo jest już zmęczona tym budzeniem co godzinę.
W. zarabia na willę pod Lozanną
i dlatego zdecydowała się
na 11-godzinną nianię
do kilkumiesięcznej O.
Ogólnie nie chcą, ale muszą,
bo kredyt.
To ja się pytam, czy trzeba tak od razu wchodzić
w to życie z grubej rury....
Mieć wszystko przed czterdziestką....
Eh.....

sobota, 27 maja 2017

Majowe roz(łąki)

Wróciła.
Ciut jakby starsza.
Ta moja Starsza.
Taka spokojna.
Roztropna.
Muśnięta bieszczadzkim słońcem.
Wyczekiwana przez całą naszą trójkę.
Prosto na wymarzoną kolację.
Rozłąka jednak bardzo relaksuje....
Obie strony....

czwartek, 25 maja 2017

Fasady

Od kilku dni mniej się szwędam, mniej bywam,
mniej zaglądam w witryny i mniej patrzę na słupy ogłoszeniowe.
Mniej rozmawiam z koleżankami.
Brak Starszej rozleniwił mnie terenowo.
Robię co prawda rewolucję meblową,
ale wszystko odbywa się w naszych kilku ścianach.
Chulam głównie po necie,
a co tam....
I takie przemyślenie mi się nasuwa,
że gdy tak spaceruję
po tym wirtualnym świecie,
męczy mnie to,
że widzę głównie fasady budynków,
że nigdzie nie wchodzę,
nigdze nie zaglądam do środka,
niczego nie zapamiętuję.
Dotykam tylko tynku,
widzę kolory wykończenia.
Nie zanurzam się w klatki schodowe,
ani w patio.
Omija mnie prawdziwe, społeczne życie.
Dobrze, że tylko przez te pięć roboczych dni...



wtorek, 23 maja 2017

Moje(j) marzenia

Dzwonię w te Bieszczady,
żeby powiedzieć Jej,
że dostała nagrodę
w konkursie "Mama ma marzenia'.

I choć wcale tak nie jest,
a może właśnie tak jest,
to rysunek ujął mnie
bardzo....



Bajka terapeutyczna moja

Moja pierwsza
i najważniejsza recenzentka.
Jej  'Mamo, to je dobre' było bezcenne...


One

Z chwilowo
jednym dzieckiem
życie jest nagle
takie spokojne,
przewidywalne.

poniedziałek, 22 maja 2017

Stan dobry

Nie wiem jak to bliżej nazwać.
Ten ogólny dobrostan.
Pomimo tych wielu złych rzeczy, które
gdzieś cały czas się panoszą.
Jestem wolna.
Decyduję o własnym życiu,
pracy, wykształceniu.
Mam czas na odespanie
podyplomówki
połączonej z nocą muzeów.
Zasypiam jak dziecko na kanapie
wsłuchana w śpiew ptaków
i jakieś dziwne
kwikanie bażanta
za miedzą.
Starsza na wycieczce
w Bieszczadach.
Młodsza w szkole.
Praca za chwilę,
ale tylko tak jak lubię.
Kilka zajęć.
Bez masówki.
Bez 'do wieczora, bo mam ciężki projekt'.
Wiem,
pracowałam na to całe dotychczasowe życie.
Ale to piękne, kochać swoje życie
i samej sobie go czasem pozazdrościć.

sobota, 20 maja 2017

Afrykańska mama

WO.
Ostatnio czytam głównie właśnie to wieczorami.
Lubię te już ciepłe, prawie letnie wieczory.
Są moje.
Ja - afrykańska mama - jestem wtedy najszczęśliwsza na świecie.
Mój cały świat skupiony na jednym poletku.
Wszyscy bezpieczni.
Lubię też popołudnia i te pospieszne obiady na naszym miniogrodzie.
Wtedy ja - afrykańska mama - mam poczucie doopiekowania, odpowiedniego dożywienia.
Poranki też lubię, kiedy po rozwiezieniu dziewczyn, ja - afrykańska mama - sprzątam pospiesznie
nasze małe obejście, ogarniam najważniejsze sprawy, przed pójściem do zaledwie
4-godzinnej, niedalekiej pracy.

Jestem taką afrykańską mamą, na miarę naszej cywilizacji.

W wywiadzie Margaret jakaśtam, zapytana o to, dlaczego z Afryki
przywozi psy i czy nie boi się, że zarzucą jej, że zamiast psów właśnie
powinna przywozić te biedne afrykańskie dzieci, mówi,
że przecież one są tam najszczęśliwsze na świecie,
bo ich afrykańskie mamy są zawsze w zasięgu wzroku,
nawet w pracy.
Ona dba o studnie i higienę.
Szczęścia tym biednym dzieciom tam nie brakuje.

Kropka.

wtorek, 9 maja 2017

Precz. Wolę mlecz.

Czasem mam ochotę na jakieś gówno.
Ale mimo wszystko
intuicyjnie
wolę to gówno przygotować sobie sama.
Musli z kefirem,
polane dopiero co zrobionym syropem
z mniszka lekarskiego
rulezzz...
Odpuszczę już sobie chyba na stałe
agawę i klon....

poniedziałek, 8 maja 2017

Hand made life

W lodówce orzeźwiający zakwas buraczany.
Hand made.
Przy kuchennym oknie, w dużym słoju
dopiero co zasypane cukrem świeże pędy sosny.
Na drewnianym blacie kilka słoiczków
syropu z mniszka lekarskiego
czeka na opisanie.
Na drewnianym stoliczku przy oknie
prężnie wygina się w kierunku słońca rzeżucha,
a obok niej w słoiczku z kamyczkami na dnie
kolendra z zeszłorocznych, skrupulatnie zbieranych ziaren.
Bazylia się trochę wstydzi.
W pokoju 'do ćwiczeń' sześćdziesiąt siewek pomidorków koktajlowych
zerka na mnie co rano i błagalnie prosi o spryskanie.
Na werandzie wysiany szpinak i różne rodzaje sałaty.
W białym kredensie zeszłoroczne zapasy suchego rumianku,
pietruchy, syropy z kwiatu bzu.
Owoce bzu się już pokończyły, bo piliśmy je w herbatce całą zimę,
czyli w sumie do niedawna.
Porozsadzałam też pelargonie i w tym roku
wszystkie doniczki są z moich małych roślinek.

Dobrze, że mieszkam w miasteczku na wsi....

niedziela, 7 maja 2017

Troppo

Jeśli
jedna przepastna komoda
nie wystarcza mi
na pomieszczenie
mojej, i tylko mojej bielizny,
t-shirtów i piżam,
to znaczy, że mam ich za dużo....

Jeśli w pokoju
mojej Młodszej
nie umiem dojść do ładu
z zabawkami,
to znaczy, że ma ich za dużo.

Jeśli pokój Starszej
zalany jest przyborami,
kredkami, flamastrami,
to tylko dlatego, że ma ich za dużo.

Za dużo.
Mamy wszystkiego o wiele za dużo.
Wiem to od dawna.
I dlatego bardzo rzadko cokolwiek dokupuję.

Chcę mniej.

czwartek, 4 maja 2017

We like it

Butelka czerwonego wina.
Wspólne gotowanie.
A przy gotowaniu włoskie radio.
Gadanina.
Taka zwykła.
Majowa.
Choć z niewielką ilością słońca.
Za to z dużą ilością spacerów i kultury.
I się wykluło.
Zwolnił się.
Dziś.
Praca do 30 czerwca.
Potem idzie nowe.
I nieznane.
Lubimy tak.

W drodze na basen

- Mamo, lubię teatr. Kiedy znowu pójdziemy?

środa, 3 maja 2017

T i m e

06:48
Kawa. O wiele bardziej przezroczysta niż dotąd.
Nogi na wyklinowym krześle
uniesione w górze.
3 maja.
Mamy wolne.
Będziemy dziś rozmawiać.
O kolejnej ważnej decyzji.
Czy ma się zwolnić, czy nie.
Jeśli tak, to od kiedy.
Co potem?
Rozumiem go.
Popieram.
Wiem, co to znaczy mieć kulę w gardlę.
On twierdzi, że to ziemniak,
Ja wyczuwałam swego czasu tylko jajko.
Wsiorawno.
Damy sobie znowu czas.
Nic nas nie goni.
Nie wkopaliśmy się się na szczęście w żadne kredyty.
Własnie po to, żeby nie stać się niewolnikami
i móc decydować, kiedy w tchawicy robi się wąsko...

wtorek, 2 maja 2017

Primo maggio

Jak zwykle im mniej zaplanuję,
im mniej doskonała chcę być
i im mniej tej doskonałości
wymagam od moich bliskich
tym jest nam lepiej, wydajniej
i doskonalej....

Mąż zrobił doskonałą tagliatę z kaczki.
Doskonałe było też wino,
które smakowało doskonale na upalnej werandzie.
Nawet grało nam się wspólnie w miarę doskonale.
I doskonale nam wszystkim zrobił finałowy,
wietrzny i paskudnie długi, bo prawie dwugodzinny spacer
po naszej wiejskiej okolicy.

I nawet słońce wyszło.
Kibicować.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Buona Pasqua

Raport z rzeczywistości.
W lewo zwrot.
Baczność.

6.52.
Mój świat śpi.
Popijam zredukowaną do minimum dawkę kawy,
przegryzam zakalcem marchwiowo-pomarańczowym
z dodatkiem cynamonu.
Może pójdę pobiegać.
Może umyję włosy.

Po Wielkanocnym śniadaniu, mszy i obiedzie
ruszamy do Radomia.
Jutro chrzest, a ja matka chrzestna.

Odwiedzę ciocię.
Też.
Nie może. Na pewno.

Potem powrót.
Do pół-wolnego wtorku.
Bez szkoły, z odrobiną pracy.

Czekamy wszyscy na słońce...

A tymczasem, niech się wszystkim święci....


niedziela, 2 kwietnia 2017

Rzeczywistość równoległa

Kiedy rodzisz, wydaje Ci się, że wszyscy dookoła mówią tylko o szczepieniach,
Potem słyszysz tylko rozmowy o pieluchach i popiskiwania.
Ząbki, chodziki, pudry, sudokremy.
Potem dyskusje o przedszkolach.
Itepe itede.
Zniknęłam, bo w realnym życiu zatonęłam po uszy
w edykacyjno-wychowaczym gównie.
Doprowadziłam się do tego, wcale nie po cichu,
że na 25 kwietnia
mam wizytę u psychiatry.
Może ją odwołam, jeśli po odstawieniu części kawy
uznam, że ta pętla na szyi, która zatyka mi tchawicę
ni stąd ni zowąd w ciągu dnia
zniknęła....


poniedziałek, 20 lutego 2017

Istotne

Wcale nie na fali Wisłockiej,
wcale nie dlatego, że Sadowska wygląda z każdej rozkładówki,
wcale nie dlatego, że wiosna powoli puka
w zakurzone okna werandy...
Tak po prostu.
Seks z dodatkiem miłości
dobrze czasem robi
małżeństwu.
Miłego poniedziałku.

niedziela, 19 lutego 2017

Elena

Rosyjska "Elena" na TVP Kultura.
Niedzielny mój mindfulness w odcieniach niebiesko-szarych.
Smutny film jak dla mnie o tym,
jak ani bieda, ani bogactwo
nie są gwarantem sensownego wychowania potomstwa...


Jun

'Bo ty zawsze masz czas....'
skwitowały wczoraj wieczorem Pani Profesor i jej córka
po tym, jak wpadłam do nich z Młodszą na wspólne
sobotnie oglądanie 'Piny'.

Piękny film Wima Wendersa,
piękne choreografie Piny,
piękna muzyka Jun Miyake...

sobota, 18 lutego 2017

Zmiana








































Ja wiem, że słowo zmiana nabrało ostatnio pejoratywnego wydźwięku.
U mnie zmiana wychowawcza trwa już ponad trzy tygodnie.
I jest autentyczna.
Skrzętnie ją spisuję, dokumentuję, nagrywam refleksje na dyktafonie.
Zaznaczam.
Wysnuwam wnioski.
Notuję refleksje i obserwacje.
Wyławiam słowa klucze.
Bawi mnie to bardzo, ale jednocześnie uspokaja i porządkuje.

A dziś Starsza na weekendowym biwaku.
Łapiemy oddech.
Od siebie.

wtorek, 7 lutego 2017

Grazie Maestro!






























Cinema Paradiso.
Temat Debory.
Misja.

Wyglądałam jak dziecko z japońskiej kreskówki,
które gdy płacze,
to łzy nie lecą,
tylko tryskają na boki.

Wczoraj spełniłam swoje życiowe marzenie.
Były momenty, że czułam się jak na seansie egzorcystycznym
i cała drżałam.

Potem po pierwszej w nocy
przejechałam
zjazd na Katowice.

Zawracałam.

Ze śpiącą Starszą na tylnym siedzeniu.

W środku nocy...

Warto było czekać tyle lat....




niedziela, 5 lutego 2017

Znamy się?

'Perfetti sconosciuti'
czyli tak naprawdę nic o sobie nie wiemy.
I może i dobrze.
Bo i po co?
Bardzo dobry włoski film.
Kolacja 'in tempo reale'.
Od deski do deski.
Bez muzyki w tle.
Wsłuchujesz się w każdą minę
i wypatrujesz każdego mimochodem
wypowiedzianego słowa.
Dopiero, gdy coś pęka
pojawia się nieinwazyjny fortepian.
Jak się potem okazuje
pęka tylko w nas,
bo życie toczy się dalej
jakby nigdy nic....

sobota, 4 lutego 2017

Terapia







































Kiedy zakładałam bloga,
już ponad pięć lat temu,
nie zdawałam sobie sprawy,
że tytułowe słowo 'terapia'
nabierze takiego wydźwięku.

Wtedy nie chodziło o żadne rzeczywiste choróbsko,
a o wentylowanie kumulowanych
we włoskiej rzeczywistości emocji.
Blog był wypiciem wspólnej kawy
z dalekimi wirtualnymi koleżankami.
I choć nigdy nie dążyłam
do podbijania czytalności,
a wręcz gdy widziałam, że słupki rosną,
blokowałam dostęp z obawy przed nagłym zalewem
komentarzy, troli i innych zjawisk internetowych,
były też okresy kiedy sporo się tu działo.

Prawie dwa lata temu opłakiwałam tu J.

Prawie rok temu drżałam o zdrowie Taty.

Prawie dwa miesiące temu zadrżała i moja podłoga.

A od kilku dni, od pierwszego lutego dokładnie,
tydzień po moim zabiegu,
w mojej najbliższej rodzinie
po raz pierwszy
namacalnie,
wyczuwalnie,
realnie,
dosłownie,
technicznie,
opisowo,
werbalbie
i dosadnie
pojawiło się słowo
nowotwór złośliwy piersi.
Ciocia.
Najbliższa.
Siostra Mamy.
Równolegle ze mną niemalże
czekała na biopsję.
Oszczędzę sobie szczegółów.
W środę zaczyna chemię.
Mama jest w letargu
i jak to ujęła 'nie boi się już żadnego telefonu'.
Reszta załogi trzyma się w pionie
i stara się działać.
Weszliśmy na wyższy level.
Już nie jesteśmy tacy spokojni.
Już nie jesteśmi 'czyści'.
W mojej głowie zaczęło tykać słowo 'obiążenie'.
Dzięki mojej Asi Be
w poniedziałek ciocia ma wizytę w Lublinie.

A teraz dopijam mocną kawę
i biegnę na zjazd...
 z muzykoterapii.




wtorek, 31 stycznia 2017

Tato..... mamo....

Krakowski Teatr Bagatela w katowickim Korezie.
W zastępstwie za chorego męża koleżanki
trafiam nagle w poniedziałek wieczorem do piątego rzędu.
Rodzinna tragikomedia.
O tacie.
Ale mogłoby spokojnie być też o mamie.
O mnie.
W wielu scenach widziałam siebie.
Może nie tak drastycznie, nie tak dosadnie i wulgarnie.
Śmiałam się do rozpuku.
Aż szew podskakiwał do bólu.
Sporo u mnie ostatnio refleksji... Ech...

Eks

Eksperyment wychowaczy w toku.
Dzień trzeci.
Jest ciut spokojniej we mnie.
Ale mój spokój jest odwrotnie proporcjonalny do chaosu na biurku Starszej.
Skrzętnie notuję obserwacje.
Daję sobie czas.
Luty pokaże czy zmieniając siębie z dnia na dzień
można zainicjować zmianę u dziecka...
Zmianę na lepsze.

piątek, 27 stycznia 2017

Rewolucja eksperymentalna































Poranna pogaduszka z dziewczynkami.
Cudownie zadbać o siebie, gdy bliscy też są doopiekowani...
Od poniedziałku ruszam z wychowawczą rewolucją,
bo nie można zmian wymagać od dzieci, gdy samemu się ich nie wprowadzi...

czwartek, 26 stycznia 2017

Bóle porodowe







































"Na izbie przyjęć, w piżamach i skarpetkach
wszyscy nagle równiejemy.
Nie ma śladu po biznesmenie czy korporacyjnej wydrze''.
 - napisałam w poniedziałek
na białej kartce a cztery.

W niedzielę wieczorem ubrałam różowy szlafrok,
naoliwiłam się leciutko oliwką dla dzieci
i zrobiłam sobie delikatne zdjęcie mojego biustu.
Na pamiątkę.

We wtorek rano o godzinie równo ósmej wjechałam
na salę operacyjną.
Jak zawsze nie wierząc, że zasnę, usnęłam.
Wieczór wcześniej pani anestezjolog
bardzo delikatnie powiedziała,
że wynik guzka idzie  na cito.
Po dwóch godzinach, albo wszystko wraca do normy,
albo ja wracam na salę na kolejny już mniej oszczędzający zabieg.
Tak jakoś 1/4 piersi.
Wyszłam zszokowana.

Tak więc we wtorek rano zrobiono mi zabieg.
Czekałam nie dwie, nie trzy, nie nawet cztery godziny.
W sali pooperacyjnej.
Między tak a nie.
Między do dzisiaj, a być może od jutra.
Osoby, które przynoszą nam wiadomość poznaje się od razu.
Idą prosto do Ciebie, choć pytają o to, kto ma takie czy inne nazwisko.
Siadają, biorą Cię za rękę i ciepłym głosem
zatrzymują Ci oddech na kilka nanosekund.
A potem słyszysz, że wszystko jest w porządku.
Że wynik jest dobry.
Że to zwykły, zasrany włókniak.
I czujesz się jak po urodzeniu dziecka.
To dziecko rodzi się na nowo w Tobie.
36-letnie płacze ze szczęścia....