wtorek, 31 stycznia 2017

Tato..... mamo....

Krakowski Teatr Bagatela w katowickim Korezie.
W zastępstwie za chorego męża koleżanki
trafiam nagle w poniedziałek wieczorem do piątego rzędu.
Rodzinna tragikomedia.
O tacie.
Ale mogłoby spokojnie być też o mamie.
O mnie.
W wielu scenach widziałam siebie.
Może nie tak drastycznie, nie tak dosadnie i wulgarnie.
Śmiałam się do rozpuku.
Aż szew podskakiwał do bólu.
Sporo u mnie ostatnio refleksji... Ech...

Eks

Eksperyment wychowaczy w toku.
Dzień trzeci.
Jest ciut spokojniej we mnie.
Ale mój spokój jest odwrotnie proporcjonalny do chaosu na biurku Starszej.
Skrzętnie notuję obserwacje.
Daję sobie czas.
Luty pokaże czy zmieniając siębie z dnia na dzień
można zainicjować zmianę u dziecka...
Zmianę na lepsze.

piątek, 27 stycznia 2017

Rewolucja eksperymentalna































Poranna pogaduszka z dziewczynkami.
Cudownie zadbać o siebie, gdy bliscy też są doopiekowani...
Od poniedziałku ruszam z wychowawczą rewolucją,
bo nie można zmian wymagać od dzieci, gdy samemu się ich nie wprowadzi...

czwartek, 26 stycznia 2017

Bóle porodowe







































"Na izbie przyjęć, w piżamach i skarpetkach
wszyscy nagle równiejemy.
Nie ma śladu po biznesmenie czy korporacyjnej wydrze''.
 - napisałam w poniedziałek
na białej kartce a cztery.

W niedzielę wieczorem ubrałam różowy szlafrok,
naoliwiłam się leciutko oliwką dla dzieci
i zrobiłam sobie delikatne zdjęcie mojego biustu.
Na pamiątkę.

We wtorek rano o godzinie równo ósmej wjechałam
na salę operacyjną.
Jak zawsze nie wierząc, że zasnę, usnęłam.
Wieczór wcześniej pani anestezjolog
bardzo delikatnie powiedziała,
że wynik guzka idzie  na cito.
Po dwóch godzinach, albo wszystko wraca do normy,
albo ja wracam na salę na kolejny już mniej oszczędzający zabieg.
Tak jakoś 1/4 piersi.
Wyszłam zszokowana.

Tak więc we wtorek rano zrobiono mi zabieg.
Czekałam nie dwie, nie trzy, nie nawet cztery godziny.
W sali pooperacyjnej.
Między tak a nie.
Między do dzisiaj, a być może od jutra.
Osoby, które przynoszą nam wiadomość poznaje się od razu.
Idą prosto do Ciebie, choć pytają o to, kto ma takie czy inne nazwisko.
Siadają, biorą Cię za rękę i ciepłym głosem
zatrzymują Ci oddech na kilka nanosekund.
A potem słyszysz, że wszystko jest w porządku.
Że wynik jest dobry.
Że to zwykły, zasrany włókniak.
I czujesz się jak po urodzeniu dziecka.
To dziecko rodzi się na nowo w Tobie.
36-letnie płacze ze szczęścia....